Projekty eTwinning – przestrzeń do rozwinięcia skrzydeł

Projekty eTwinning – przestrzeń do rozwinięcia skrzydeł

Monika Mojsiejonek i Kamil Matras to nauczyciele pracujący w niewielkiej Szkole Podstawowej im. Jana Pawła w Zaborze. Ich projekty cieszą się zainteresowaniem uczniów, zdobywają wyróżnienia i nagrody, a ich zaangażowanie i entuzjazm wciąż pcha ich ku nowym pomysłom i nowym projektom. W centrum ich działań zawsze znajdują się uczniowie …zamiast pokazywać w czym są słabe należy się skupić na ich możliwościach i zdolnościach pokazując im jak je rozwinąć... Ich praca, a także jej efekty, są świetnym przykładem dla nauczycieli rozpoczynających swoją przygodę z eTwinning. Ten wyjątkowo zgrany duet można spotkać na naszych seminariach kontaktowych, gdzie prezentują swoje działania jako przykład dobrej praktyki. 

 

Kto wpadł na pomysł nagrodzonego rok temu projektu Following Enigma?

KM: Chyba ja – przez przypadek…

Co znaczy „przez przypadek”?

KM: Podróżowaliśmy gdzieś z mamą i dyskutowaliśmy, że dobrze byłoby zrobić coś w szkole związanego z matematyką (oboje jej uczymy), zacząć tworzyć jakiś pomysł, plan działania. A kiedy podzieliliśmy się nim w szkole, Monika zasugerowała eTwinning. Początkowy pomysł miał dużo mniejszy zakres, ale idąc w kierunku eTwinning mocno się rozrósł.

Znaliście eTwinning już wcześniej?

MM: Kiedy powstał pomysł tego przełomowego projektu byliśmy już w eTwinning kilka lat (od 2011 roku).

KM: Dla mnie był to pierwszy projekt!

MM: A dla szkoły pierwszy matematyczny. Wcześniej realizowaliśmy projekty przyrodnicze, jak nagrodzony w 2015 roku projekt Bee my friend. Sama bym się w żadnym wypadku nie podjęła takiego tematu, bo niestety matematyka nie jest moją najmocniejszą stroną. Sukces zawdzięczamy naszym matematykom.

Dobry szkolny zespół to podstawa?

KM: Jest to efekt pracy całej naszej grupy.

MM: W naszej szkole bez zespołu nie byłoby żadnych efektów. Poprzednio nagrodzony projekt był realizowany we współpracy z nauczycielami języka polskiego, historii, biologii i przyrody. Dzięki wspólnej pracy się udało. Praca jednostki nie przyniosłaby takich efektów, zwłaszcza jeśli myśli się o jej rozszerzeniu o kolejne działania, pomysły.

KM: To działa bo świetnie się dobraliśmy i uzupełniamy. Ja skupiam się na kwestiach „ścisłych”, a Monika odpowiada za część językową, która mnie nieco przerażała. To wszystko trzeba przecież „ubrać” w słowa, zaprezentować spójnie i czytelnie. A to z kolei nie jest moja mocna strona.

Dlaczego Enigma? Co Was zainspirowało do podjęcia tego tematu?

MM: Sami uczniowie. Któregoś jesiennego dnia przyszła do nas grupa uczniów zaintrygowana tematem Enigmy przedstawionym na lekcjach historii. Dowiedzieli się, że ogromny wkład w odkrywanie tajemnic urządzenia mieli Polacy (zapamiętali nawet nazwiska, co nas nieco zaskoczyło – do tej pory nie był to rejon ich zainteresowań). Skoro poruszyło ich to do tego stopnia postanowiliśmy wykorzystać ten fakt i połączyć z pomysłem na projekt matematyczny.

KM: Tak się złożyło, że kilka dni wcześniej oglądałem brytyjski film o Enigmie. W produkcji mocno zredukowano rolę Polaków w złamaniu szyfru, a cała sława przypadła Brytyjczykom. Więc kiedy uczniowie przyszli do nas z tym tematem pomyślałem, że zdecydowanie warto, aby większe grono osób dowiedziało się o udziale naszych rodaków w tym ogromnym sukcesie.

MM: To generalnie był zbiór szczęśliwych zbiegów okoliczności: film, zainteresowanie uczniów, pomysł na projekt matematyczny, nacisk na naukę języków obcych w naszej szkole.

KM: Ponadto był to Rok Programowania!

Wszystko przemawiało za projektem?

MM: O tak. Dokładnie tak to wyglądało. Zresztą mamy tak od początku. Wchodząc coraz „głębiej” w projekty, spotykając innych nauczycieli wciąż napotykamy kolejne pomysły – brakuje nam tylko czasu! Zdarza się, że w ciągu jednego miesiąca realizujemy 3-4 projekty na raz. A jak już zaczniemy staramy się je wszystkie prawidłowo doprowadzić do końca i na jak najwyższym poziomie. Bywa ciężko, ale jakoś sobie radzimy dzięki pracy zespołowej. Jak już podzielimy się zadaniami kończą się wymówki, lenistwo – pojawia się za to większa chęć do działania.

KM: Bo projekty to mimo wszystko świetna zabawa. Nie tylko dla dzieciaków, ale i dla nas. Np. w projekcie o grach i zabawach z przyjemnością wspominałem swoje dzieciństwo i ulubione zabawy.

MM: To przecież Twój autorski pomysł! Zresztą bardzo udany. Kilka dni temu otrzymaliśmy za niego Krajową Odznakę Jakości! Najlepsze było to, że w naszej niewielkiej szkole mieliśmy do tej pory niewielkie zaangażowanie ze strony rodziców. Ale tutaj zaangażowała się spora grupa osób, również dziadków, cioć, wujków, a nawet jedna prababcia!

 

 

Od czego zaczęliście projekt o Enigmie? Jak wyglądały pierwsze kroki?

MM: Stworzyliśmy zespół projektowy za zgodą dyrekcji i zaczęliśmy od szukania partnerów poprzez eTwinning LIVE. Pierwsza zgłosiła się szkoła ze Słowacji, później dołączyły Turcja i Francja. Wspólnie ustaliliśmy harmonogram, określiliśmy nasze plany, zainteresowania i możliwości uczniów. To oni byli w centrum tego projektu, decydowali w którą stronę chcieliby go poprowadzić. A jak się okazało, że będziemy łączyć działania z programowaniem już nie mogli doczekać się rozpoczęcia zajęć. Większości z nich kojarzyło się to z grami. Trochę się zdziwili jak wytłumaczyliśmy im na czym będzie to polegało, ale się nie zniechęcili. Nikt nie żałuje! Wręcz się tym szczycą. Na lekcjach informatyki często chwalą się przy nowym temacie, że to już potrafią.

KM: Zaczęliśmy od „grzebania” w historii. Uczniowie zbierali szczegóły tego wydarzenia, przebieg, detale, nazwiska. Stworzyli prezentacje podsumowujące ich poszukiwania. Kiedy poznali już całą historię zaczęliśmy sami łamać kody. Wymyślaliśmy kody, sposoby ich łamania. Wymienialiśmy się nimi z partnerami, zaczęły wchodzić elementy programowania i projekt rozrastał się coraz bardziej.

MM: I nadszedł też czas, aby połączyć to ściśle z nauką języka obcego. Stwierdziliśmy, że uczniowie będą kodować przysłowia angielskie. Bardzo szybko nabrali w tym wprawy i czerpali z tego wiele radości.  A znajomości, które nawiązali podczas pracy okazały się tak trwałe, i tak dla nich ważne, że komunikacja przeniosła się poza ramy projektu. Kontaktowali się prywatnymi mailami, na Facebooku, wysyłając sobie różne zaszyfrowane wiadomości, życzenia świąteczne, itp. Wręcz prosili o możliwość tworzenia własnych kodów i wysyłania ich kolegom. Świetna zabawa i ogromne zaangażowanie, które przeszło nasze oczekiwania.

Cały czas byli tacy rozentuzjazmowani?

MM: Cały czas! Do samego końca. Kiedy się dowiedzieli, że kończymy projekt od razu pytali, czy w przyszłym roku będzie podobny, ponieważ ten bardzo im się podobał. Stwierdzaliśmy więc – czemu nie? Ale jakoś tak wyszło, że zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę od kodowania. Teraz wróciliśmy do tematu, bo wciąż pojawiały się silne naciski ze strony uczniów!

KM: Próbowaliśmy realizować projekty z innych sfer, ale programowanie ciągle pojawiało się w ich pytaniach. Angażowali się w inne nasze pomysły, ale temat wracał…

MM: Od stycznia ruszyliśmy więc z kolejnym projektem Code Breakers 2018. Tworzymy stronę z grami, łamigłówkami, zabawami logicznymi, czyli materiałami pomocnymi przy rozwijaniu kreatywności, myślenia matematycznego, analitycznego i logicznego – rzeczy, które im się na co dzień bardzo przydadzą. A oni nawet nie są do końca świadomi, że uczą się różnych rzeczy realizując kolejne zadania projektowe – dla nich jest to przede wszystkim zabawa. I niech tak zostanie. Nie chcielibyśmy, żeby zaczęli postrzegać to jako przymus, kolejny przedmiot do zaliczenia.

KM: Myślę, że rzeczywiście są zadowoleni. Sam fakt, że grupa wciąż się rozrasta o czymś świadczy. Ciągle przychodzą nowi uczniowie i pytają czy mogą dołączyć.

MM: W szkole mamy 188 uczniów, a zaangażowanych jest już 40.

KM: W projekcie o grach brali udział uczniowie z całej szkoły – od najmłodszych klas po ostatnie gimnazjalne.

W tym całym entuzjazmie i zaangażowaniu pojawiały się zapewne też jakieś trudności. Jak sobie z nimi radziliście? 

MM: Główne kłopoty związane były z brakiem czasu. Oboje mamy napięty grafik, dużo zajęć.

KM: Dzieci też mają bardzo dużo zajęć…

MM: Kamil oprócz uczenia matematyki jest pedagogiem szkolnym, ja poza lekcjami angielskiego prowadzę kilka godzin zajęć świetlicowych i studiuję zaocznie.

KM: A poza tym jesteśmy szkołą wiejską do której dzieci dowozi autobus, co również ogranicza nas czasowo. Trzeba się zmieścić w rozkładzie jazdy – najpóźniej do 15.30.

MM: Często nakładają się zajęcia dodatkowe z różnych przedmiotów. Wręcz musieliśmy sobie uczniów „wyrywać” (śmiech). Ale tak jest chyba w większości małych, wiejskich placówek.

KM: Pewną trudność sprawiał także zróżnicowany wiek uczestników projektu. Niektóre zadania trzeba było dostosowywać do możliwości, tak aby nikt się nie nudził i nie zniechęcał.

MM: To oznaczało więcej pracy dla nas. Ale grupa nauczycieli była tak dobrze zorganizowana, że podołaliśmy wszystkim zadaniom i wypracowaliśmy ciekawe efekty.

 

 

Widzicie jakieś wyraźne zmiany w Waszych uczniach po projekcie i jego sukcesie?

KM: Myślę, że obudziły się w nich większe chęci do pracy w projekcie i nauki. Łatwiej było im przyswajać kolejne porcje wiedzy, zaangażować się w kolejne działania. Widzieli już jakie może przynieść to efekty. Dla naszych uczniów taki wyjazd na ceremonię rozdania nagród w Warszawie, zwiedzanie, Łazienki Królewskie, spektakl był czymś niesamowitym. Zmotywował ich do dalszego działania!

MM: Dodatkowo rozwinęli  kompetencje językowe. Gdyby nie projekty nie mieliby okazji posłuchać żywego języka (wideokonferencje), komunikować się „na żywo” (czaty), itp. Dzięki temu mają cały czas możliwość obcowania z tym językiem, wykorzystywania go. Przekonali się też o własnej wartości i umiejętnościach. Obawiali się na początku, że nie potrafią, nie dadzą rady… Obecnie do wszelkich form komunikacji podchodzą ze spokojem, wiedzą, że sobie poradzą, a w razie czego mogą zawsze poprosić o pomoc.

Dzięki tym projektom udało nam się zaangażować w działania spora grupę uczniów, która do tej pory nie miała swojego miejsca w szkole, trzymała się na uboczu. Zaangażowaliśmy dzieci wycofane, nieśmiałe, niepewne swoich umiejętności.

KM: Nabrali odwagi w kontaktach międzyludzkich, otwartości, pozbyli się kilku kompleksów.

MM: I zdecydowanie wzrosła tolerancja! Wcześniej pojawiały się żarty i docinki z elementami rasistowskimi. Naśmiewano się z osób o innym kolorze skóry, z odmienności kulturowych , czy religijnych. Teraz wśród uczestników naszych projektów to się niemal nie zdarza. Podczas realizacji projektów mieli do czynienia z różnymi kręgami kulturowymi, np. podczas wideokonferencji z Turcją pojawiały się dzieci w tradycyjnych strojach, dziewczynki z zakrytymi włosami. Zaintrygowało ich to, zadawali pytania, więc wyjaśnialiśmy.

KM: Wyśmiewanie zastąpiła ciekawość, a dalej pojawiła się tolerancja, akceptacja i zrozumienie, że pod tymi różnicami kryją się dzieci takie jak oni sami.

Was projekty tez odmieniły? Przyniosły jakieś korzyści?

MM: Zdecydowanie tak!. Dzięki projektom wzrosła także nasza motywacja, aby stawać się coraz lepszymi! Nie chcemy bazować tylko na kredzie i podręczniku. Wciąż poszerzamy naszą wiedzę i umiejętności w zakresie TIK wykraczając poza zagadnienia potrzebne nam do pracy w szkole. Ja, mimo, iż językowiec, zainteresowałam się programowaniem! Być może nawet chciałabym to jakoś powiązać ze swoim przyszłym rozwojem zawodowym.

KM: Ja natomiast musiałem skupić się na rozwoju umiejętności językowych. Bez Moniki chyba nie dałbym rady, nawet bym się nie porwał na realizację takich działań. A przygotowanie i realizacja zadań projektowych odświeżyła moje umiejętności i rozwinęła je w znacznym stopniu. Poza tym udział w tych wszystkich szkoleniach i konferencjach, poznawanie nowych, niesamowitych ludzi motywuje mnie do dalszej nauki. Z każdego takiego spotkania przywozimy nowe pomysły, nowe idee. W domu sprawdzamy i włączamy w swoje działania ucząc się kolejnych, nowych rzeczy.

MM: I jeszcze jedna ważna rzecz – często się słyszy, że polski nauczyciel jest niedoceniany. My też się tak czuliśmy, ale biorąc udział w szkoleniach, poznając nowych ludzi, autorytety w dziedzinie edukacji nowymi metodami, mieliśmy okazję usłyszeć wiele ciepłych słów pod naszym adresem. Samoocena urosła, a wraz z nią motywacja do dalszego doskonalenia umiejętności.

KM: Naszą szkołę postrzegano często poprzez nie najlepsze wyniki egzaminów zewnętrznych. Przekładało się to na negatywną ocenę nas i naszych uczniów, a tu nagle się okazało, że dzieci odnoszą sukcesy edukacyjne. Dodało nam to skrzydeł!

MM: Dzięki temu mogliśmy pokazać innym nauczycielom z naszej szkoły, rodzicom, organowi prowadzącemu, że dzieci to nie liczby tylko ludzie z prawem do gorszych dni, słabszych testów. I zamiast pokazywać w czym są słabe należy się skupić na ich możliwościach i zdolnościach pokazując im jak je rozwinąć. Takiego podejścia często brakuje w szkołach. A projekty eTwinning tworzą odpowiednie środowisko do eksponowania tego co w nich najlepsze, dają przestrzeń do rozwinięcia skrzydeł i pokazania swoich talentów.

 

 

A teraz kiedy macie już „rozwinięte skrzydła”, nowe umiejętności, w którą stronę pójdziecie i jak je wykorzystacie?

MM: Jest tyle rzeczy, które chcielibyśmy jeszcze zrobić… Nie wiem od czego zacząć…

KM: Mamy tyle pomysłów, że nie wiemy od czego zacząć. Nie wiemy do końca na co nam pozwolą warunki. Ale od dłuższego czasu chodzi mi po głowie pomysł na projekt, w który chciałbym włączyć niepełnosprawnych uczniów z naszej szkoły.

Temat projektu jest już opracowany?

KM: Jeszcze nie jest sprecyzowany, ale chciałbym w nim wykorzystać wiedzę z kursu języka migowego. Wiem, że w każdym kraju jest inny i chciałbym je porównać ucząc przy okazji dzieci znaczeń poszczególnych gestów. Powiedziałem głośno i teraz będę musiał zrobić (śmiech).

MM: Poszło w Polskę – nie masz wyjścia! (śmiech). Dodatkowo chcielibyśmy znaleźć partnera do projektu Erasmus+. Niedawno wysłaliśmy też swoje pierwsze zgłoszenie do akcji KA1 (mobilność szkolnej kadry edukacyjnej). Czekamy na ewaluację i mamy nadzieję, że się uda i zrealizujemy ten plan. Czekamy zwłaszcza na wymianę doświadczeń z hiszpańskimi partnerami!

Jak zachęcilibyście innych, żeby poszli w Wasze ślady? Macie jakieś dobre rady dla nauczycieli, którzy jeszcze się wahają?

MM: Przede wszystkim nie powinni się wahać, tylko znaleźć jakiś ciekawy, nieszablonowy temat na projekt i zacząć działać. Od samego zastanawiania się raczej sukcesu się nie osiągnie – trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i podjąć wyzwanie. My ze swojej strony zapewniamy, że warto!

KM: Na pewno warto! Jest z tym dużo pracy, trzeba włożyć wiele wysiłku, ale wynikają z tego same korzyści zarówno dla uczniów, nauczycieli, jak i szkoły.

Gdzie szukać tych ciekawych i nieszablonowych pomysłów?

MM: Przede wszystkim u swoich uczniów. Dzieci patrzą na kwestie edukacyjne trochę inaczej niż my. Widzą co im się podoba, co można poprawić i zdecydowanie warto ich posłuchać. Ich pomysły potrafią być niesamowite, zaskakujące i tak kreatywne, że często nie możemy wyjść ze zdumienia.

KM: To zdecydowanie nie może być działanie tylko jednego nauczyciela w szkole. To powinien być zespół, choćby dwuosobowy. Każdy ma inne spojrzenie na poszczególne zagadnienia i możemy się wiele od siebie nauczyć. Projekty stają się prostsze do zrealizowania i zdecydowanie ciekawsze.

MM: W szkole trzeba być przede wszystkim wytrwałym jeśli chce się osiągnąć sukces. Często trzeba przezwyciężyć wiele trudności, np. niechętna dyrekcja lub organ prowadzący. Tu nastawienie zmieniają zwykle pierwsze efekty. Często rodzice boją się wykorzystania wizerunku dziecka w projekcie.  Czasem trzeba poświęcić sporo czasu na udowodnienie przyszłych korzyści, bezpieczeństwa, ale warto! Efekty są niesamowite.

KM: Gdyby nie eTwinning nikt nie usłyszałby o małej wiejskiej szkole w Zaborze. Dzięki wygranej w konkursie krajowym, zaproszeniu na europejską konferencje na Malcie usłyszała o nas cała Europa.

 

 

 

Rozmawiała:
Monika Regulska